Mateusz Kwaterko "Obrazoburca"

Tematy:

Zasłużyłem sobie na powszechną nienawiść współczesnego społeczeństwa i nie chciałbym mieć, w oczach takiego społeczeństwa, innych zasług. Zauważyłem jednak, że to właśnie w kinie wywołałem największe i najbardziej jednomyślne oburzenie; w tej dziedzinie rzadziej plagiowano moje pomysły niż w innych. Już sama moja obecność w świecie kina to hipoteza uznawana najczęściej za wątpliwą.
Guy Debord, "In girum imus nocte…"

W połowie lat dziewięćdziesiątych grono szacownych filmoznawców i historyków sztuki spotkało się na międzynarodowej konferencji poświęconej filmom Deborda. Wygłosiwszy referaty, uczestnicy przystąpili do dyskusji. Szybko okazało się, że nie widzieli ani jednego z tych filmów. Owa anegdota doskonale ilustruje paradoksalny charakter filmowej twórczości Guy Deborda, jej radykalną odrębność.

Premiera pierwszego filmu Deborda, "Wycia na cześć Sade'a", przypominała słynną bitwę o Hernaniego z 1830 roku. Zwolennicy i przeciwnicy tego dzieła obrzucali się wzajemnie zgniłymi pomidorami, a gdy zabrakło pocisków - inwektywami. Pokaz został przerwany.Następny seans przebiegł wprawdzie bez zakłóceń, można jednak domniemywać, że film obejrzała zaledwie garstka - happy few (legenda głosi, że jednym z nich był Yves Klein, który obracał się wówczas w orbicie letrystycznej: ostatnia scena, najdłuższe zaciemnienie w historii kina, miała go ponoć zainspirować do poszukiwań monochromatycznych). Dwa kolejne filmy: "O przejściu…" oraz "Krytykę oddzielenia" obejrzeli jedynie znajomi Deborda na prywatnych seansach. Szerszą widownię miały filmy z lat siedemdziesiątych. Premiera "Społeczeństwa spektaklu" odbyła się 1 maja 1974 roku w kinie studyjnym przy ulicy Gît-le-Coeur w paryskiej szóstej dzielnicy. Pokaz przeniósł się rychło na ulicę: widzowie stoczyli regularną bitwę ze stróżami porządku, którzy - w słusznej obawie przed zamieszkami - otoczyli kino. W marcu 1976 roku do kina Olympic, w którym trwała projekcja kolejnego filmu Deborda, "Odrzucenia wszystkich sądów…", wtargnęło komando tajniaków przebranych za stalinowców (a może stalinowców przebranych za tajniaków) i uprowadziło taśmę z filmem. "In girum…", ukończony w 1978 roku ostatni kinowy film Deborda, czekał trzy lata na premierę. W 1982 roku ukazało się ostatnie "dzieło filmowe" Deborda. Książeczka zatytułowana "Ordures et décombres…", zawierała, bez żadnego słowa komentarza, zbiór wszystkich recenzji filmu In girum…: ociekających jadem i zawiścią, fatalnie napisanych, banalnych, niekompetentnych, głupich i niedorzecznych. Doskonała wizytówka zniewolonego społeczeństwa i spektakularnych
obyczajów.

Wspomniane filmy z lat siedemdziesiątych wyprodukował Gérard Lebovici, największy francuski impresario i producent filmowy, który do tego stopnia przedkładał Deborda nad innych swoich klientów (takich jak Jean Paul Belmondo, Catherine Deneuve, Alain Resnais, François Truffaut, Eric Rohmer czy Tony Gatlif), że w 1983 roku zakupił kino w Dzielnicy Łacińskiej, aby wyświetlać w nim tylko i wyłącznie (czasem przy pustej widowni!) jego filmy. Na początku marca 1984 roku Gérard Lebovici ginie zastrzelony w skrytobójczym zamachu. W prasie ukazują się napastliwe artykuły, Debordowi zarzuca się w nich, że skłonił Leboviciego do porzucenia "zwyczajów obowiązujących w jego profesji", a więc, ipso facto, przyczynił się, pośrednio lub bezpośrednio, do jego śmierci. Debord wytoczył oszczercom kilka procesów, które naturalnie wygrał. W 1985 roku w książce Considérations sur l'assassinat de Gérard Lebovici obwieścił: "Niebywały sposób, w jaki gazety komentowały to morderstwo, skłonił mnie do podjęcia decyzji, że żaden z moich filmów nie będzie już wyświetlany we Francji". Deklarację tę uściśli po pewnym czasie, pisząc: "Powinienem był oczywiście oznajmić: już nigdy i nigdzie". Słowa dotrzymał. Za życia Deborda, aby zapoznać się z jego filmami, trzeba było sięgnąć po książkę Oeuvres cinématographiques complètes, która ukazała się w 1978 roku w założonym przez Leboviciego wydawnictwie Champ Libre i stanowi podstawę niniejszego wydania (uzupełnionego o przypisy i aneksy).

Debord toczył przez całe życie walkę ze społeczeństwem spektaklu, a mimo to - czy raczej właśnie dlatego - uznawał kino za wyróżnioną sztukę swojej epoki. Zerwał z wszystkimi jej konwencjami, odrzucił cechujący ją konformizm i nowatorsko wykorzystywał jej możliwości. Wniósł do niej powiew negacji, uczynił ją narzędziem walki ze spektakularnym społeczeństwem, wreszcie pokazał, jak mogłoby wyglądać jej przezwyciężenie. Słowem, potraktował kino o wiele poważniej niż inni twórcy filmowi, choćby najbardziej "zaangażowani społecznie" czy odważni estetycznie. Najpierw związał je z awangardowym nurtem w sztuce swoich czasów, następnie zaś uczynił z niego poletko doświadczalne nowej awangardy.

"Pod względem technicznym i estetycznym - pisze Ken Knabb - filmy Deborda zaliczyć można do najbardziej błyskotliwych i nowatorskich w historii kina. Są one jednak nie tyle «dziełami sztuki», ile wywrotowymi prowokacjami. Moim zdaniem, są one najważniejszymi filmami radykalnymi, jakie kiedykolwiek powstały, nie tylko dlatego, że stanowią wyraz najgłębszych poszukiwań radykalnych XX wieku, ale również dlatego, że na dobrą sprawę nie mają konkurencji. Wiele filmów ukazuje w krytycznym świetle jakiś aspekt współczesnego społeczeństwa, ale jedynie filmy Deborda zawierają spójną i całościową krytykę społeczną. Liczni radykalni filmowcy usiłowali stosować zalecenia Brechta: prowokować widzów do samodzielnego myślenia i działania, zamiast nakłaniać ich do biernego śledzenia intrygi lub utożsamiania się z bohaterami. Wydaje się jednak, że tylko Debord zdołał ów cel osiągnąć" .

Młodzieńcze "Wycie na cześć Sade'a" (1952 rok), film całkowicie pozbawiony obrazu, to moment dadaistyczny w kinie, nec plus ultra negatywnego gestu, odpowiednik Białego kwadratu na białym tle Malewicza. Kolejne dzieła filmowe Deborda to nie tylko próba budowania na gruzach, ale także - i przede wszystkim - odkrywanie nowego języka filmowego, nowego zastosowania kina. "O przejściu…" (1959) i "Krytyka oddzielenia" (1961) rejestrują niezwykle ważny dla Deborda okres Międzynarodówki Letrystycznej, stanowią epitafium dla mikrospołeczeństwa, które dożyło swych dni na marginesie Saint-Germain-des-Prés, opisują pierwsze awangardowe poszukiwania i przygody założonej przez Deborda Międzynarodówki Sytuacjonistycznej. Okazuje się, że film może być artystycznym manifestem, wypowiedzeniem wojny, refleksją nad epoką pozbawioną spójności i światem wrogo nastawionym do wolnej i autentycznej egzystencji, wreszcie odkrywaniem "przejścia północno-zachodniego", wiodącego do bujnego i namiętnego życia codziennego. Po 1961 roku Debord porzuca aktywność filmową. Skupieni wokół niego sytuacjoniści ogłaszają, że sztukę prawdziwie awangardową należy urzeczywistnić w życiu. Przystępują najpierw do sformułowania radykalnej i nowoczesnej krytyki społecznej, a następnie do jej rozpropagowania, "zanosząc oliwę tam, gdzie jest ogień". Odciskają swoje piętno na Maju '68, rewolcie par excellence sytuacjonistycznej. Rok wcześniej ukazała się książka Deborda Społeczeństwo spektaklu, przez wielu uznawana za najważniejsze dzieło krytyki społecznej od czasu Kapitału. Jej obwolutę zdobi notka o autorze. Pierwsze słowa budzą konsternację (o "Wyciu na cześć Sade'a" wszyscy zdążyli już bowiem zapomnieć): "Guy Debord. Mieniący się filmowcem". W 1973 roku Debord, rozwiązawszy uprzednio Międzynarodówkę Sytuacjonistyczną (niektórzy jej członkowie zaczęli zbytnio łaknąć spektakularnego rozgłosu), kręci Społeczeństwo spektaklu, pierwszą w dziejach kina ekranizację teorii. Oryginalności tego dokonania z pewnością nie umniejsza fakt, że reżyserem jest sam autor książki. Rok później Debord wymierza kolejny policzek widowni, realizując Odrzucenie wszystkich sądów… Dlaczego reżyser nie miałby odpowiedzieć krytykom… na ekranie, pokazać, z jakiej gliny są ulepieni?

Wreszcie In girum… dla wielu arcydzieło Deborda. Nie tylko z tego względu, że krytyka społeczna przybiera tu postać drobiazgowej wiwisekcji, kamera zamienia się w skalpel, a publiczność otrzymuje niebywałe cięgi (Debord bije tam, gdzie najbardziej boli). In girum… to także jedno z najciekawszych - i najpiękniejszych - dzieł autobiograficznych, jakie kiedykolwiek powstały, opowieść o przemijaniu ludzi, ich dokonań i ich świata, doskonały wyraz szczególnej poezji Deborda, niezwykle nowoczesnej, a przecież tak doskonale współbrzmiącej z Homerem, Li Taibaiem, Omarem Chajjamem i innymi poetami "upływu czasu" przechwyconymi w tym filmie.

Technika przechwytywania, która stanowi łatwo rozpoznawalną składnię języka filmowego Deborda, osiąga tu frapujące efekty. Debord wykorzystuje fragmenty tekstów wybitnych autorów z epok przedspektakularnych, wplatając je właściwie niezauważanie we własny wywód. Przegląda się też z właściwym sobie humorem w kilku postaciach filmowych (takich jak Lacenaire czy szatan z filmów Marcela Carnégo). Wreszcie pokazuje reklamówki współczesnego świata, jak choćby zdjęcia "szczęśliwego życia" zaczerpnięte z jakiegoś katalogu adresowanego do ludzi nowoczesnych i dobrze uposażonych. Umieszczając je w nowym kontekście, wydobywa na jaw ich zakrzepły, odrażający i przejmująco smutny fałsz.

Filmowy język Deborda jest antyspektakularny w mocnym znaczeniu tego słowa, wyrasta z przeświadczenia, że "istniejące obrazy potwierdzają jedynie istniejące kłamstwa". Film prawdziwie krytyczny musi zawierać krytykę języka spektakularnego. Naśladowcy Deborda (jak choćby Michael Moore) przeważnie tego nie rozumieją. Krytykując istniejącą rzeczywistość, posługują się jej językiem i składnią, dlatego też ich filmy, niezależnie od radykalnych intencji twórców, przypominają słynny nóż Lichtenberga: nóż bez rękojeści, któremu brakuje ostrza.

Debord zawarł w swoich filmach najgwałtowniejszą krytykę naszego świata i kina, do którego przywykliśmy. Pokazał także, jak mogłoby wyglądać zupełnie inne kino . Dlaczego sztuka dająca tak bogate możliwości została, niemal bez wyjątku, zaprzęgnięta do zabawiania średnio rozgarniętych dwunastolatków? "To określone społeczeństwo, a nie technologia, uczyniło kino takim właśnie. Mogło ono być historycznym dociekaniem, teorią, esejem, pamiętnikiem. Mogło być filmem, który właśnie tworzę" ("In girum…").

Po śmierci Deborda francuska stacja telewizyjna Canal+ poświęciła mu "wieczór specjalny" i pokazała dwa jego filmy. W 2001 roku w ramach festiwalu filmowego w Wenecji odbyła się retrospektywa twórczości filmowej Deborda. W roku 2006 wszystkie jego filmy ukazały się we Francji na DVD, a w wielu innych krajach zapowiedziano ich premiery. Niewykluczone, że Guy Debord, który pozbawił wiek XX najpierw obrazów (Wycie na cześć Sade'a), a następnie swoich filmów, będzie jednym z najważniejszych twórców filmowych XXI wieku. Zależy to jednak nie tyle od dobrej woli dystrybutorów, ile od dalszego rozwoju konfliktu społecznego, toczącego się nie w salach kinowych, ale "w rzeczywistym społeczeństwie […] na szerszym i piękniejszym terenie". Jak pisze cytowany już Ken Knabb: "Jeśli uda nam się kiedykolwiek wydobyć z tego bagna i stworzyć zdrowe, wyzwolone społeczeństwo, przyszłe pokolenia dostrzegą w Guy Debordzie osobę, która przyczyniła się do tej emancypacji w większym stopniu niż ktokolwiek inny w XX wieku".

Wstęp tłumacza do "Dzieł filmowych" Guy Deborda, Korporacja Ha!art, Kraków 2007 (www.ha.art.pl).